Oficjalny portal europarlamentarzysty dr. Marka Migalskiego mapa portalu

Felieton K. Kutza w GW. Proces?

http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35068,15890887,Kazimierz_Kutz__Plugawe_dzieci.html

Kazimierz Kutz, 02.05.2014, aktualizacja: 01.05.2014 22:09 [stan strony na 3.05.2014 r., godz. 10.20].

Kazimierz Kutz: Plugawe dzieci

Rywalizacja na spoty wyborcze staje się zabawą wygłodniałych szczurów, szykujących się do skoku na rzeźnię.

 

W sportach kontaktowych takie nastawienie na przeciwnika nazywa się "grą na faul" i ma na celu wyeliminowanie przeciwnika z gry. Drastycznym przykładem zastosowania tej techniki w polityce był słynny spot Jacka Kurskiego o rzekomym udziale ojca Donalda Tuska w Wehrmachcie, który zaważył na przegranej lidera PO. Potem okazało się, że fakty mają się nieco inaczej, ale do dziś faul Kurskiego stanowi model podłości najwyższego kalibru, za którą powinno się zakazywać uprawiania polityki. Na boisku za podobnej rangi faul otrzymuje się czerwoną kartkę, a komisja dyscyplinarna określa karę i zakazuje wejścia na boisko na określony czas. Nawet dożywotnio. Taka kara należała się Kurskiemu. Tymczasem w PiS faulowanie stało się normą w uprawianiu polityki. Z niej wyszli wszyscy "gangsterzy" polityczni, to oni stworzyli język insynuacji i brutalne formy niszczenia przeciwników. To Jarosław Kaczyński - niedościgniony mistrz insynuacji politycznych - otworzył fermę doszczętnie amoralnych "spin doktorów" i indywidualistów, heroldów zła, którzy zniszczyli możliwość stosowania w polityce wyższej kultury i jakichkolwiek norm etycznych. Jest to spora grupa (np. Kurski, Ziobro, Brudziński, Mularczyk, M. Kamiński, Kempa, Bielan, Macierewicz, Hofman, Błaszczak i inni), dziś rozproszona po wszystkich partiach i kanapowych legowiskach.

 

Jako ostatni, niejako z wolnej stopy, wyłonił się z Katowic Marek Migdalski, młody politolog z Uniwersytetu Śląskiego. Nie był w stanie ukończyć pracy habilitacyjnej i stał się komentatorem politycznym. Jego komentarze były nachalnymi seansami podlizywania się Jarosławowi Kaczyńskiemu; właził mu w zadek z dawno nienotowanym impetem, wszak chciał się z boku dostać do drużyny wilczków wodza PiS. Zasłynął także akcją medialną: doniósł na swojego profesora, jakoby agenta SB. To wtedy pojawiła się z kamerą ekipa ze znanym komunołapem Wildsteinem i zaczęła ganiać po korytarzach za profesorem, by publicznie go zdemaskować. Tym "wyczynem" Migalski zatrzasnął sobie drzwi na swoją uczelnię, a także inne uniwersytety, ale zyskał ogólnopolski rozgłos i dostał w 2009 roku pierwsze miejsce na liście kandydatów Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego. Stał się politykiem, brał czynny udział w kampanii prezydenckiej, tańczył na ulicach Warszawy w przebraniu kowboja i w nagrodę za chorobliwą skłonność do PIS znalazł się w europarlamencie. Oto fenomenalna kariera prowincjonalnego cynika i karierowicza, która zdarza się jeno w powieściach. Na forach brukselskich turlał się już razem z Kurskim, Bielanem, M. Kamińskim i Ziobrą, których Kaczyński zdeponował w Brukseli, bo zaczęli mu zagrażać w kraju. Potem zdradzili go, więc ich wyrzucił. Migalski też zdradził swojego idola, bo chciał się zabrać z młodszymi. Wilczki przeobraziły się w wilki i zaczęły zakładać swoje miniaturowe partyjki, a nasz lokalny geniusz cwaniactwa - Marek Migalski - wylądował u boku Jarosława Gowina.

Teraz ta gromadka walczy o swoje polityczne życie, wszak odkryli, że cynizm może być wysoko opłacalny. A ponieważ przyzwyczaili się do brukselskich luksusów, to we wszelkich kampaniach wyborczych nie cofną się nawet przed kanibalizmem politycznym. Dlatego chodzą wokół stacji medialnych jak hieny wokół padliny, by choć na chwilę móc przysiąść się do mikrofonu albo stanąć przed kamerą i skupić choćby na chwilę uwagę na sobie, by łgać i by tylko przypodobać się ludziom. W rankingach popularności nie przekraczają 2 proc., a zachowują się, jakby mieli 80 proc. poparcia. To jest tupet typowy dla złoczyńców, czyli ludzi czyniących z natury zło, którzy niosą ze sobą zło i usiłują zarazić nim innych. W literaturze ten typ ludzi nazywany jest szwarccharakterami. Podłość jest ich cechą przednią i właściwością dominującą; to na takich jak oni bez przyczyny psy szczekają, a normalny człowiek nie wpuszcza do domu.

Ostatnio Migalski wypichcił jakiś spocik na mój temat, który poświadcza jego moralną degrengoladę. To potworek ze szkoły "dziadka z Wehrmachtu", za który Kurski powinien był być wyrzucony z życia publicznego. Migalskiego nie ma co wyrzucać, bo sam się wykończy. Zbliżające się wybory do euro-sejmu będą testem na elementarne rozeznanie wyborców w omawianej materii. Wedle moich przypuszczeń - a także nadziei - świntuchy z hodowli Jarosława K.: Ziobro, Kurski, M. Kamiński, Bielan i nasz bidulek Migalski, nie załapią się na kolejną kadencję do Brukseli. Skończy się ich dolce vita, czyli suto opłacana nędza moralna.

Warto pójść 25 maja do urn choćby tylko po to, by zagrodzić drogę tym zawodowym szwarccharakterom.

Wszelkie prawa zastrzeżone 2009-2010 © Kuchnia Multimedialna