Oficjalny portal europarlamentarzysty dr. Marka Migalskiego mapa portalu

Lewica w PE zwyciężyła. Polska przegrała. Przepraszam.

Dziś w Komisji Kultury i Edukacji PE odbyło się głosowanie nad moim raportem „Pamięć historyczna w kulturze i edukacji UE”. Już samo jego wywalczenie właśnie dla przedstawiciela ECR wywołało poważną burzę, bowiem lewica miała inne plany. Ale realne problemy zaczęły się, gdy przedstawiłem tezy swojego raportu. Najwięcej kontrowersji wzbudziły trzy sprawy: porównanie nazizmu z komunizmem, potępienie określenia „polskie obozy śmierci” oraz wspomnienie o ludobójstwie katyńskim jako przykładzie kłamstwa historycznego.

Co do kwestii porównania narodowego socjalizmu i komunizmu lewica dostała prawdziwego szału - w żadnym wypadku nie chciano się na niego zgodzić. Proponowano zastąpienie komunizmu stalinizmem, ale na to z kolei ja się nie chciałem zgodzić (wszak komunizm nie przestał i nie zaczął być zbrodniczy tylko w latach władzy Józefa Wissarionowicza). Na wszelkie sposoby lewica starała się obejść owo zrównanie argumentując, że sama idea komunizmu była dobra, ale fatalne jej wykonanie. Przedstawicielka GUE, czyli tutejszej skrajnej lewicy, po prostu wyszła z sali rokowań na znak protestu wobec tak haniebnego postponowania idei Marksa i Lenina.

O ile ten opór był skandaliczny, ale jednak zrozumiały (wszak część z tego unijnego lewactwa całe życie spędziło na zaczytywaniu się w komunistycznych bzdetach), o tyle wstrzemięźliwość w potępieniu sformułowania „polskie obozy śmierci” i niechęć do przyznania, że Katyń to jednak było ludobójstwo, były zupełnie niezrozumiałe (nota bene - na etapie tłumaczenia słowo „ludobójstwo” zostało zastąpione słowem „masakra”, co zmusiło mnie do interwencji i zwrócenia uwagi „tłumaczom"). Co tym ludziom szkodziło przyznanie takich banalnych prawd? Oni sami argumentowali, że nie chcą by w raporcie były jakieś szczególne i partykularne kwestie. Zamiast tego pragnęli zrobić z mojego tekstu unijne bla bla. Na to zaś ja nie wyrażałem zgody, bowiem nie zależało mi na tym, by zaliczyć w statystykach przeprowadzenie jednego raportu i potem chwalić się tym w kampanii wyborczej. Zależało mi raczej na tym, by zrobić dobry i prawdziwy dokument o naszej historii, a nie jakieś brukselskie pitu-pitu. To jednak okazywało się zaskakująco ciężkie. Na 3 godziny przed głosowaniem wysłałem jeszcze wszystkim członkom Komisji Kultury maila z informacją o tym, iż wkrótce Kneset będzie głosował nad rezolucją potępiającą nazywanie obozu Auschwitz-Birkenau tzw. "polskim obozem śmierci".

 

Ostatecznie okazało się, że raport upadł, a ja sam w głosowaniu końcowym wstrzymałem się. Patrząc, jak po kolei upadają moje kluczowe punkty, a pierwotna propozycja zamienia się w kolejny unijny papier, który nie wniesie niczego ważnego do społecznego dyskursu, nie mogłem postąpić inaczej. Raport miał być ważny, miał mówić o trudnych momentach w naszej historii oraz obnażać pojawiające się w niej kłamstwa i zafałszowania. W momencie, kiedy upadła sprawa katyńska, a następnie oświęcimska, wiedziałem, że moja komisja wybrała wyważone, ale i pozbawione treści stanowisko, ponad proponowaną przeze mnie trudną i kontrowersyjną, lecz politycznie ważną deklarację. W izbie nie było nawet zgody co do zrównania komunizmu z narodowym socjalizmem. Wyrażając żal z powodu tego, jaki kształt przybrał ostatecznie raport, jeden z moich kolegów z Węgier  stwierdził, że w dążeniu do odkrywania historycznej prawdy w Parlamencie Europejskim nastąpił regres, a przewodnicząca komisji powiedziała, że ten raport zamiast nas zbliżyć, oddalił nas od siebie. Jestem tego samego zdania, dlatego podpisanie się pod takim raportem byłoby dla mnie wstydem. Przykro mi więc, że nie udało mi się przeforsować korzystnego dla Polski i prawdziwego raportu. Zrobiłem wszystko, co było możliwe. Nie udało się. Przepraszam.

Wszelkie prawa zastrzeżone 2009-2010 © Kuchnia Multimedialna